Jak złowić szczupaka w Szwecji? – poradnik

Pierwszy wędkarski wyjazd do Szwecji i od razu złowię metrówkę na 100%! Tak myśli większość osób niemających na swoim koncie zagranicznych wojaży wędkarskich. Otóż, kto był choć raz u naszych północnych sąsiadów wie, że temat nie zawsze jest tak oczywisty. Naturalnie rybostan tamtejszych wód jest niebagatelny, a szansa spotkania z rybą życia jest dużo większa (niestety) niż w naszych rodzimych wodach, ale…

Ja, wędkarz mający za sobą sporą ilość zagranicznych wypraw wędkarskich zawsze podchodzę z pewną dozą dystansu na każdą kolejną eskapadę. Nawet jeśli nowa potencjalna woda, która jest rekomendowana przez dużą ilość osób, i na ostatnich wypadach płaciła grubo, to staram się zachować zimną krew do końca i nie daje ponieść się emocjom, jak to miało już miejsce na kilku wyjazdach. Wiem, że wyjazd wyjazdowi nierówny i nie ma nic na pewno. Jednak należy wspomnieć, że kiedy szwedzkie wody się dla nas „otworzą”, to będziemy w wędkarskim raju i zapamiętamy te chwile na długi czas.

Aby do tematu podejść porządnie, najlepiej zasięgnąć języka u znajomych, którzy już odbyli eskapadę na północ od naszego kraju, lub wędkarskiego biura podróży celem zasięgnięcia informacji, w które rejony i o jakiej porze roku najlepiej się wybrać. Wyjazd musi być odpowiednio wcześniej przygotowany, aby nie było żadnych niedociągnięć. Pora, w której się wybieramy, musi być parokrotnie przedyskutowana, aby zastanowić się, czy nie będzie ona strzałem w kolano, co czasami ma miejsce. O sprzęcie więcej wspominam na końcu artykułu, aczkolwiek jedno jest pewne, im szybciej zaczniecie go kompletować tym lepie, aby uniknąć nerwowej atmosfery związanej z brakiem towaru w sklepie, lub że coś nie dojdzie na czas itp.

f

Pamiętam moją pierwszą szwedzką eskapadę. 

Nasza destynacja – szwedzkie szkiery. Łowiska mocno znane i popularne wśród wędkarzy. Termin – druga połowa kwietnia. Każdy z nas miał ogromny apetyt na „grubego zwierza”, a historie zasłyszane wśród braci wędkarskiej mocno napawały optymizmem. Wszyscy w głowie mieli  tylko jedno, a mianowicie powrót do domu z nowym PB, czyli przysłowiowym „metrem”. W dużym skrócie – jak skończyła się ta wyprawa wędkarska? Rzeczywiście nie ma co mówić – wyłowiliśmy się na maksa (nasza czwórka złowiła blisko 300 szczupaków), jednak największą rybą wyjazdu była  jedna dziewięćdziesiątka i parę sztuk powyżej 80 cm. Z jednej strony ilość bardzo przyzwoita, lecz niedosyt pozostał. Przeważały „treningowe” sztuki w rozmiarach 60-70 cm. Do wody leciało wszystko – duże, małe przynęty, gumy, wahadła, obrotówki, jerki. Po prostu trafiliśmy w czas, kiedy największe mamy były jeszcze w tarle. Od tego momentu wystrzegam się kwietniowych wyjazdów i na pierwszy wyjazd w sezonie obowiązkowo celuje w początek maja. Niby dwa tygodnie później, jednak ten okres zazwyczaj pozwala największym sztukom dojść do siebie po odbytych amorach. Naturalnie – są to, podkreślam, moje subiektywne odczucia i każdy może uważać inaczej. 

Wiadomo, że zazwyczaj też potrzebna jest mała doza „wędkarskiego farta”, aby złowić prawdziwego potwora. Znaleźć się na dobrej miejscówce, o dobrej porze… Oczywiście -szczęście jest też potrzebne, ale z autopsji powiem, że największą robotę robi zdobyte doświadczenie i to, aby stale kombinować, zmieniać przynęty, napływać na znalezione ryby pod różnym kątem (natomiast jeżeli chodzi o wody, na których wędkujemy pierwszy raz bezapelacyjnie najlepszym rozwiązaniem moim zdaniem jest dryf) – jednym słowem należy na bieżąco wyciągać wnioski. Czasem inne niż dotychczas dociążenie przynęty, bądź jej uzbrojenie ma kluczowe znaczenie, aby przechytrzyć największego szczupaka. Każdy wyjazd, a powiem Wam więcej, zwłaszcza te najbardziej nieudane uczą mnie czegoś nowego i o tym naprawdę warto pamiętać. 

Najlepsze pory roku na łowienie szczupaków w Szwecji.

Każdy doświadczony wędkarz wie, że najlepsze pory w roku, aby zapolować na szczupaka to wiosna i jesień, ale żeby nie było tak łatwo, nie ma jednoznacznych dat wyznaczających szczyt żerowania tych drapieżników. 

Na wiosnę czekamy, aby woda nabrała odpowiedniej temperatury, by szczupaki mogły się wytrzeć, następnie zregenerować siły i zacząć solidnie żerować. Natomiast na jesieni czekamy na ochłodzenie i czas wielkiego żarcia przed zbliżającą się zimą.

Jednego roku wiosna przyjdzie wcześniej, innego później, i z tego powodu tarło może przebiegać w zupełnie różnym czasie, biorąc pod uwagę np. okres dwóch lat. Najistotniejszym czynnikiem w tej kwestii jest temperatura wody i ona gra tu pierwsze skrzypce. Weźmy na przykład szczupaki jeziorowe i te żyjące na szkierach. Tarło u tych ryb zazwyczaj nie pokrywa się czasowo, ponieważ wody morskie różnią się swoją temperaturą od wód słodkich. Dlatego tak ważne jest stałe analizowanie pogody, jak i oczywiście doświadczenia zdobyte na poprzednich wyprawach wędkarskich. 

Szczupak w maju.

Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że to najbardziej oblegany wędkarska miesiąc wśród wszystkich zagorzałych spinningistów. Każdy jest już mocno wygłodniały po zimie i tylko czeka na pierwsze uderzenie kaczodziobego. Zarazem jest to również wielka niewiadoma – na co będą gryzły, czy są już zregenerowane po tarle, czy będą stały na wodzie po kostki, czy też może trochę głębiej i tak dalej i tak dalej…

Temat wydaje się z pozoru prosty, ponieważ ryby po odbytym tarle, które zazwyczaj przebiega w kwietniu, powinny już wypocząć i nabrać sił, ale…

Jaką wielkość przynęty zastosować – bo jak Szwecja to chyba grubo? Pamiętajmy, że maj to pora, w której duża ilość ryb ma lub już jest po tarle. Co za tym idzie, w wodzie jest pełno „sieczki”. Szczupaki bardzo często wybierają tego typu stołówki i żyją jak przysłowiowy pączek w maśle. Dlatego początek sezonu nie zawsze oznacza łowienie na grubo. W 2019 roku bardzo dużo grubych szwedzkich szczupaków w maju i czerwcu była złowiona na stosunkowo małe przynęty z uwagi na ogromne ilości małych rybek przemierzających wody jezior bądź wód morskich. Wysokie temperatury powietrza, jak i wody spowodowane stale ocieplającym się klimatem sprzyjają wylęgowi narybku, jak również jego ilości. Jak wszyscy widzimy, klimat w ostatnich latach mocno się zmienił. Coraz krótsze zimy i coraz gorętsze lata. Nie ma typowych przejść z pory roku na kolejną. Z zimy bardzo często robi się właściwie lato. Oczywiście wiosna kalendarzowo występuje, ale np. przedwiośnie już bardzo rzadko. I tak bardzo często widzimy sytuację, w której kwiecień z roku na rok robi się cieplejszy. Co za tym idzie? I tu kolejna anegdota.

Trzy lata temu przebywając nad jeziorem Vindommen na mojej pierwszej wizycie na tym zbiorniku, w drugim tygodniu maja temperatura wody była bliska 22 stopniom Celsjusza. Tak dobrze czytacie- 22 stopniom. Nietypowa sytuacja jak na maj, prawda? Każdy w maju z automatu płynie w najpłytsze partie zbiornika, aby tam szukać szczupaków. Naturalna sprawa. My też tak zrobiliśmy na pierwszy ogień. Rzeczywiście ryby były na wodzie do 3 metrów. Tyle, że największe osobniki miały maks. 75 cm. Konkluzja po pierwszym dniu łowienia była jasna – większe ryby zeszły głębiej i to właśnie tam będziemy ich szukać. Warte podkreślenia jest również to iż przez cały tydzień mieliśmy totalną lampę, mało wiatru i żar lejący się z nieba – warunki świetne do plażowania, ale nie do łowienia esoxów.

Nasz skład to dwie łodzie więc, szybko podejmujemy decyzję. Jedni więcej trollingują Tylko po głębokich partiach zbiornika, a drudzy szukają ryb na głębszych kantach z sąsiedztwem płytszych partii wody, łowiąc z ręki. Okazało się, że wnioski wyciągnięte po pierwszym dniu na wodzie z biegiem wyjazdu zaowocowały paroma naprawdę fajnymi mamuśkami w okolicy przysłowiowego metra złowionymi z głębokiej wody. Kluczem do sukcesu również okazały się głębokie (4-6 metrów) podwodne łąki, na których bezapelacyjnie najlepsze okazały się tonące Jerki pewnego szwedzkiego producenta przynęt.

Szczupak w lecie.

Nie od dziś wiadomo, że lato to dość powiedzmy sobie specyficzny czas do łowienia szczupaków, nawet w Szwecji. Wysokie temperatury, jak i wzmożona aktywność słońca o tej porze roku, co za tym idzie, bardziej prześwietlona woda nie sprzyjają żerowaniu kaczodziobych. Okna żerowania potrafią trwać bardzo krótko i zaczynać się np. pół przed wschodem słońca i dalej tuż przed zachodem słońca. Największe sztuki w letnią porę zazwyczaj schodzą na głębszą wodę. Pamiętajmy też o tym, że letnie szwedzkie dnie są znacznie dłuższe aniżeli te w Polsce. To tez nie działa na naszą korzyść. Naturalnie mam tu na myśli prześwietlenie wody. Dlatego też wędkarze jadący do Skandynawii najchętniej celują we wczesną wiosnę lub jesień jako czas najgrubszych łowów. Z autopsji zaznaczę, że większość dużych ryb łowionych w Szwecji w lato pada z trollingu.

Oczywiście nie znaczy to, że nie mam szansy na spotkanie z rybą życia w lato. I tu kolejna anegdota. W zeszłym roku dostałem telefon z zapytaniem kolejnych klientów szukających destylacji na sierpień. Kierunek szkiery. Na samym wstępie wspomniałem wędkarzom, że może być to czas nieszczególnego żerowania esoxów. Zaproponowałem coś na początku września lub później, jednak, jako że był to wyjazd ojców z synami padło na wakacje. No i co się okazało? Klienci wyjechali ze Szwecji z jedną z większych ryb w sezonie, masą fajnych okoni i paroma naprawdę przyzwoitymi jaziami. Także tak sprawa się ma – teoria teorią, a ryby to ryby.

Szczupak jesienią.

I tu kolejna szybka anegdota. Będąc pewnego razu nad jeziorem Bysjon wraz z Sebastianem Kowalczykiem i grupą klientów jechaliśmy jak po swoje, można by rzec. Czemu? Ano dlatego, że Seba był już tam parokrotnie i „przetestował” solidnie tą wodę, i wraz z paroma naszymi wspólnymi kumplami namawiał mnie wcześniej, abym wprowadził to jezioro do swojej oferty wyjazdów wędkarskich. No więc tak myślę sobie: Seba zna najlepsze mety, prognoza pogody się zgadza, ponieważ w połowie wyjazdu mieliśmy mieć pierwsze przymrozki tej jesieni (dużo wędkarzy czeka na ten czas cały sezon) i co najważniejsze, tydzień przed nami, był nad jeziorem Bysjon mój serdeczny kumpel i zarazem stały współpracownik FishingTour’u Olin Gutowski (1000 wędek) wraz z moimi klientami. Ekipa pięknie połowiła. Padło ok. 8 metrowych szczupaków, sporo sandaczy, a okonie były właściwie wszędzie. Warte przypomnienia jest to, iż chłopaki trafili w fajną, stabilną pogodę. A my? No cóż… Początek wyjazdu zapowiadał się mega ciekawie. Pierwsze wypłynięcie i po niespełna dwóch godzinach łowienia na mojej łodzi, klient zacina swoją życiówkę – grube 108 cm. 

Mówię do siebie, czy może być lepiej? Otóż mogło być… Pierwszy dzień rzeczywiście był bardzo fajny, każdy połowił, a po wspomnianej pierwszej „metrówce” wyjazdu morale ekipy poszło mocno do góry. No i co, następnego dnia w naszym regionie, jak i w całej Szwecji zaczęły przechodzić potężne i zarazem zmienne fronty. Na początku naszej eskapady mieliśmy przyjemną szwedzką jesień i temperaturę ok. 15 stopni, by następnego dnia rtęć na termometrze zjechała do zaledwie 5 kresek. Ryby całkowicie stanęły, a co najgorsze na echu mieliśmy takie zapisy, że można było robić pokazowe zdjęcia z uwagi na ilości ryb, jakie widzieliśmy. Wszystkie głębsze miejsca wypełnione drobnicą, obok nich pilnujące je drapieżniki zawieszone w toni, czyli na oko bardzo fajnie to wyglądało. W dużym skrócie dzień 2, 3, 4 bardzo słaby, 5 troszkę lepszy, natomiast 6 i 7 typowo szwedzku, czyli bardzo fajnie. Porównując nasz wyjazd do wyjazdu Olina, wypadliśmy dosyć „blado”.

Głównym czynnikiem, który wpłynął na taki obrót spraw, był owy front, który sparaliżował wędkarsko niemal całą Szwecję. Mieliśmy informacje z różnych stron tego pięknego skandynawskiego kraju od zaprzyjaźnionych kolegów po kiju, że dosłownie wszędzie w tym okresie była tragedia. No cóż, takie to nasze hobby… I chyba za to je najbardziej kochamy, że nie możemy nic przewidzieć na pewno i cały czas zaskakuje nas czymś nowym.

No tak, ale wracając do tematu…

Naturalnie ilość esoxów w całej Skandynawii jest niebagatelna i niestety, nie ma co porównywać tamtejszych wód z naszymi rodzimymi, lecz pamiętajmy, że ryby to tylko ryby i jak wszystkie zwierzęta, czy też my, miewają swoje humory. Na to czy będą chętne do współpracy składa się parę czynników m.in. takich jak:

  • temperatura wody, 
  • ciśnienie atmosferyczne (jego skoki), 
  • gwałtowne zmiany warunków pogodowych, 
  • faza księżyca,
  • migracja śledzia w wodach morskich, 
  • czy też np. aktualna pora roku. 

Jednoznacznej odpowiedzi na pytanie tytułowe co prawda nie ma, ale można tu posłużyć się radą doświadczonych wędkarzy, którzy to nazywają esoxa rybą 1000 rzutów. Szczupak nie zawsze musi być głodny, aby zaatakować naszą przynętę. Czasami robi to, broniąc swojego terytorium, a czasami po prostu ze zwykłej wrodzonej agresji.

Powoli kończąc wątek (oczywiście w dużym skrócie ponieważ niejedną książkę o szczupakach i ich łowieniu napisać by można) powrócę do powyższego akapitu o miejscach bytowania szczupaków. 

Otóż wspomniałem o tym, iż w jeziorach na wiosnę raczej spodziewamy się esoxów w płytszych partiach zbiornika, a w późniejszych miesiącach w głębszych miejscach. Ciekawym zjawiskiem jakie zaobserwowałem osobiście, jak również nasi Klienci, na szkierach Patamalm i Pataholm jest to, że ryby czy to w maju, czy też na przełomie września z październikiem, przebywają praktycznie w tych samych miejscach. Oczywiście wpływ ma na to specyfika łowiska, a szczególnie głębokość, która w większości pasa przybrzeżnego (tam mamy najlepsze wyniki) wynosi od 2 do 4 metrów. Wypływając bliżej szlaku żeglugowego, gdzie głębokość oscyluje ok. 8-10 m, wyniki nie były oszałamiające. I co ciekawe, w tym rejonie nie padały większe ryby. No, ale tak jak wspomniałem wcześniej -każda woda rządzi się swoimi prawami. Jedno natomiast jest pewne – im więcej czasu spędzimy nad wodą, tym szybciej dobierzemy się do interesujących nas gatunków.

Czym różni się łowienie szczupaków w Szwecji od łowienia w Polsce?

Generalnie gatunek ten sam, ale parę różnic znajdziemy. Nie ma się co oszukiwać, ale jednak w Szwecji znajdziemy więcej jezior aniżeli w Polsce. I największą i zarazem najpoważniejszą różnicą pomiędzy „naszym”, a „zagranicznym” szczupakiem jest to, że jest go po prostu nieporównywalnie więcej niż w naszych wodach. Niestety… Mniejsza gęstość zaludnienia, co za tym idzie mniejsza presja, czy chociażby inne gusta kulinarne Szwedów (którzy po prostu szczupaka jeść nie lubią) – tych parę faktów wystarczy, aby ilość esoxów była wyższa niż w naszym kraju. Chociażby pory tarła, które w Szwecji rzadko pokrywają się z naszymi polskim. W letnie miesiące dosyć istotną różnicą jest również to, że szwedzkie dni trwają dużo dłużej aniżeli u nas (zachód słońca potrafi być ok. 1 w nocy). Co za tym idzie, przy ładnej pogodzie i dużo dłużej trwającym w porównaniu do naszego kraju dniu, aktywność dużych ryb jest znikoma. Następnym aspektem jest pokarm, który w Szwecji potrafi być zupełnie inny niż w Polsce. Chodzi tu głownie o szkierowe drapieżniki, które jak wiadomo swoją dietę głownie opierają na śledziu, ale nie tylko. Kolejnym aspektem różniącym dietę tych drapieżników jest to, że mianowicie w Skandynawii znajdziemy dużo większą populacje pstrągów jeziorowych, czy tez palii jeziorowych jak niektórzy je nazywają. Co tu dużo mówić – szwedzkie esoxy wprost uwielbiają ten gatunek. 

Cętkowane drapieżniki prawdopodobnie z uwagi na ich ilość chętniej gustują w większych przynętach. Niby szczupak szczupakowi równy, ale ten, kto raz wędkował na szwedzkich szkierach – ma porównanie, jak agresywne są morskie esoxy. Dlatego wybierając się do tego, jakże ciekawego kraju, należy skompletować mocniejszy zestaw od tego, którego używamy na co dzień. Szansa na spotkanie z rybą życia jest każdego dnia na naszym wyjeździe wędkarskim, więc lepiej mieć zapas mocy. No dobrze przeciwieństwa przeciwieństwami, ale podobieństw tez parę się znajdzie. We wcześniejszym akapicie wspomniałem, iż pokarm szwedzkiego szczupak potrafi różnić się od naszego rodzimego. Pamiętajmy jednak, że oprócz paru różnic w pokarmie, szczupak od naszych północnych sąsiadów chętnie przekąsi płoć, okonia czy tez wzdręgę, czyli gatunki występujące w naszych rodzimych wodach

Jakie przynęty na szczupaka w Szwecji?

Na pewno w naszym wędkarskim pudle musza się znaleźć:

  • wszelakiej maści żelastwo (duże obrotówki, wahadła itp.), rippery, twistery, kopyta, jerki tonące jak i pływające, duże swimbaity, woblery do trollingu, czy duże jaskółki – to tak w dużym uproszczeniu. 

Nasz wędkarski wypad musimy zacząć od obserwacji wody i jeżeli jest taka możliwość, wypatrujmy jakiej drobnicy jest najwięcej i pod nią dobierajmy nasze przynęty. To pewniak, ale nie zawsze to takie proste, aby namierzyć samą drobnice np. w zimniejsze pory roku.

Każdy z nas ma swoje ulubione wabiki i nie ma tu co rozpisywać się o faworyzowaniu jednej, bądź drugiej przynęty. Moim ( i pewnie nie tylko moim) zdaniem – kluczowa jest wiara w przynętę. Czasem te za przysłowiowe 5 złotych potrafią się bowiem okazać bezkonkurencyjne w porównaniu z tymi za „parę stówek”. No cóż…

Wędkarze łowiący na szkierach większość swoich wabików będą opierali na imitacji śledzia. Ale żeby nie było tak łatwo, zależy to od pory roku w jakiej łowimy –  kwiecień i maj to główny czas migracji śledzia na szkiery. Oczywiście w późniejszym czasie też mamy szansę na złowienie kaczodziobego na imitację tych smacznych morskich rybek, aczkolwiek pamiętać trzeba o tym, iż w późniejszych miesiącach szczupak zastępuje w swoim menu rzeczonego śledzia na inne gatunki ryb. Robotę zrobią również obrotówki i wahadła. Na szkierach głownie stosujemy przynęty pływające, lekko obciążone (oczywiście nie zawsze lecz w większości przypadków). U mnie główną role na szkierach odgrywają bezapelacyjnie jerki. Zarówno pływające jak i tonące. Głównie polecam naturalne kolory z uwagi na  niebywałą przejrzystość, ale pamiętajmy – na rybach cały czas trzeba kombinować…

Jeziorowe drapieżniki to zupełnie inna bajka. Inna głębokość i inne ukształtowanie dna w porównaniu do szkierów. Metoda opadu będzie tu królowała jeżeli chodzi o prowadzenie wabika. Jednakże, metoda „na wiosło” czyli jednostajne zwijanie przynęty np. dużymi twisterami lub swimbaitami, również potrafi przynieść dobry efekt. Przede wszystkim tuż po tarle bankówkami, powinny być płycizny z najszybciej nagrzewającą się wodą, a w zimniejszych miesiącach będą to już głębsze partie zbiornika. I tu pojawia się pytanie o kaliber przynęt. No bo jak – Szwecja to na bank grubo! Otóż  – nie zawsze. Bardzo często tuż po tarle, szczupaki będą żerowały na przysłowiowej sieczce, a nie na np. dorodnej płoci, okoniu czy też linie. Imitacje tych rybek musza znaleźć się w naszym arsenale. Aczkolwiek ja sam w większości przypadków wierzę w duże przynęty, no ale to już kwestia mocno indywidualna. Jedno w naszej pasji wiem na 100% bo – na rybach nie ma nic na pewno i wyjazd wyjazdowi nierówny jak już wspominałem. Piękne jest to iż w szwedzkich wodach każdy kolejny rzut nawet podczas najgorszego dnia wyprawy potrafi obdarzyć rekordową zdobyczą.

Głębsze jeziora koniecznie trzeba spenetrować głębokim trollingiem z użyciem pokaźnych wabików. Sprawdzi się również metoda wertykalna.

Jak złowić szczupaka w jeziorze?

Wszelakiej maści blaty, podwodne łąki, górki, spadki dna to miejscówki, które musimy obowiązkowo odwiedzić na naszym pobycie nad jeziorem. W głębszych zbiornikach próbujmy trollingować i łowić wertykalnie. Zawsze książkowymi miejscami dla dużych ryb jest granica pomiędzy płytką, a głęboką wodą. Przy trzcinie spodziewamy się raczej szkoleniowych rozmiarów. Pamiętajmy, aby miejsca spotkań z większymi rybami odwiedzać o różnych porach dnia. Pamiętajcie o wbijaniu waypointów na echosondzie w takich przypadkach. Takich miejscówek trzeba pilnować. Znajdziecie drobnice będziecie łowili – w tym tez coś jest. W słoneczne dni używajmy naturalnych kolorów i szukajmy zacienionych miejsc na wodzie. W upał szukajmy ryb głębiej i pamiętajmy, że pora tuż przed świtem i przed zmierzchem to mus, aby być na wodzie. W pochmurne dni zadziałać potrafią odważne kolory. Jesienią drobnica powinna być już pogrupowana więc zadanie w teorii wydaje się być uproszczone.

Jak złowić szczupaka w jeziorze to temat dość złożony wówczas kiedy ryba nie bierze. Można robić cuda, ale jak nie żrą to nie żrą wszędzie, nawet w Szwecji… Natomiast gdy szczupaki „odpalą” i trafimy w ten czas, przynęta ma znaczenie drugoplanowe. Ryby wówczas potrafią reagować na sam ruch i wibracje w wodzie. No a my wędkarze mamy wtedy ubaw po pachy. „Szwedzka godzina brań” potrafi zapaść na długo w pamięci każdego wędkarza, który jej doświadczył. Nawet jeżeli przez resztę dnia się już nic nie wydarzy to myślę, że większość z naszych Kolegów po kiju będzie z takiego dnia i tak usatysfakcjonowana.

Jak złowić szczupaka na szkierach?

No cóż raz bywa tak, że przy pierwszych trzcinach ciągniemy sztukę za sztuką, a innym razem  bywa tak, że trzeba pływać, dużo pływać aby znaleźć drapieżniki. Szkiery mają nieocenione pogłowie szczupaka, ale pamiętajmy że bardziej lub mniej ten szczupak migruje. Wiąże się to głównie z migracją śledzia, który również stale się przemieszcza. Największe sztuki lubią pilnować „swojej” stale przemieszczającej się spiżarnia  w postaci kul śledzia.

Ryb szukamy zazwyczaj przy [asach trzcinowisk w bardziej słoneczne dni. W pochmurne natomiast szukamy ryb na bardziej otwartych przestrzeniach. Moim zdaniem to znaleźć odpowiednie dno, czyli odpuszczamy miejsca  z połaciami piasku i szukamy podwodnych morskich łąk i dywanów roślinności. Co ciekawe na moich ulubionych szkierach Patamalm i Pataholm zaobserwowałem ciekawą sytuację ponieważ, czy to maj czy październik ryby są w tych samych miejscach. Woda do 3 metrów. Zielsko wychodzące od 1,5 do 2 metrów od dna. Idealna woda na jerki. Lekko zbrojone gumy, lub duże obrotówki prowadzone tuż nad dywanem roślinność również robiły robotę. Na wodzie powyżej 5 metrów raczej nie trafiam przynajmniej w moich okolicach na większe osobniki. Ważne jest to, że doświadczenie zdobyte po paru latach pływania po szwedzkich wodach procentuje znajomością stałych miejscówek, które co roku płacą naprawdę fajnymi rybami. Kapitalnymi miejscami na grubszego zwierza są wszelakiej maści kamienie, lub wystające pond powierzchnię wody skały, których to na szkierach nie brakuje. Wokół nich zawsze jest jakiś szczupak. Warto jest mieć też parę przynęt przypominających ciernika, którego na szkierach nie brakuje

Sprzęt:

Na szwedzkie drapieżniki na pewno przyda nam się spinning o cw. min. ok. 40 g. Zapewne będziemy łowić z łodzi więc długość w przedziale od 2 m do 2,4. Jeżeli interesuje nas trolling plus rzucanie jerkami, oraz dużymi przynętami to bezapelacyjnie musimy mieć też casting o c.w. do ok. 100 g. Przypony o wytrzymałości min. 10 kg. Ja dla bezpieczeństwa używam tych o mocy 15 kg i mówiąc szczerze jeżeli ryby żeruj to absolutnie nie ma to wpływu na ilość brań. Mniejszym szczupakom to zupełnie nie przeszkadza, a  wole mieć zapas mocy holując grubą rybę. Proponuję również używać solidnych i troszkę przegrubionych dozbrojek do przynęt gumowych, aby uniknąć straty życiowej ryby. Plecionki o średnicy min 0,18 mm do klasycznego spinningu. Do castingu bez żadnych przeszkód można używać linki o średnicy od 0,25 mm, a nawet 0,28 mm z uwagi na przeciążenia wywoływane przez znaczną masę przynęt. Kołowrotek w rozmiarze 3000 lub 4000 w zupełności wystarczy. Do kijów castingowych multiplikator w rozmiarze dopasowanym do c.w. kija. Zalecam używać też sprawdzonych haków.

Z wędkarskim pozdrowieniem

Biuro FishingTour

Norwegia – wędkarstwo morskie na wybrzeżu Helgeland

Żarnowiec z Andrzejem Wiznerem