Blog

Licencja wędkarska w Szwecji, Finlandii i Norwegii – jak ją kupić?

„A licencję to gdzie kupię? I czy w ogóle muszę?” – to jedno z dwóch pytań, które słyszę praktycznie przy każdej rozmowie o pierwszym wyjeździe na północ (drugie brzmi: „ile to kosztuje”, ale o tym napisałem osobny tekst). I bardzo dobrze, że pada, bo łowienie bez ważnego pozwolenia potrafi zepsuć wyprawę skuteczniej niż tygodniowa flauta. Dobra wiadomość jest taka, że w Skandynawii temat jest prostszy, niż się większości wydaje – żadnych egzaminów, żadnych kart wędkarskich w naszym stylu, większość spraw załatwisz telefonem w kilka minut. Trzeba tylko wiedzieć, co i gdzie kliknąć. No to po kolei.

Szwecja: fiskekort, czyli pozwolenie na konkretną wodę

W Szwecji nie ma jednej ogólnokrajowej licencji ani odpowiednika naszej karty wędkarskiej. Zasada jest inna i w gruncie rzeczy logiczna: łowisz na konkretnej wodzie, więc kupujesz pozwolenie na tę konkretną wodę. Nazywa się to fiskekort i sprzedawane jest zwykle na dobę, tydzień albo cały sezon. Ceny bywają bardzo różne w zależności od łowiska, ale w większości przypadków mówimy o wydatku rzędu kilkudziesięciu, czasem stu kilkudziesięciu koron za dzień – czyli mniej, niż kosztuje pudełko markowych gum.

Gdzie się to kupuje? Coraz częściej po prostu w internecie – są serwisy zbierające pozwolenia z tysięcy szwedzkich wód, w których fiskekort kupisz z telefonu i dostaniesz go mailem po paru minutach. Na mniejszych, prywatnych łowiskach pozwolenie bywa sprzedawane przez gospodarza bazy, na stacji benzynowej czy w lokalnym sklepie wędkarskim. Na naszych wyprawach nie musisz tego szukać sam – dokładnie podpowiadamy, jakie pozwolenie jest potrzebne na wodę, na którą jedziesz, i gdzie je kupić, a często temat jest po prostu ogarnięty z gospodarzem bazy na miejscu.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto wiedzieć, bo brzmi zbyt pięknie, żeby była prawdziwa, a jest: na kilku największych szwedzkich jeziorach oraz na wodach morskich wzdłuż wybrzeża amatorskie łowienie na wędkę jest bezpłatne. Dlatego właśnie na szkierach można łowić bez kupowania czegokolwiek. Uwaga tylko na jedno – „bezpłatnie” nie znaczy „bez zasad”. Wymiary, okresy i limity obowiązują wszędzie i to one są tam prawdziwą świętością.

Czerwony szwedzki domek wędkarski przy łowisku

Finlandia: opłata państwowa plus ewentualnie pozwolenie lokalne

Finlandia ma system dwupoziomowy, ale też przyjazny. Poziom pierwszy: państwowa opłata za gospodarowanie rybostanem (po fińsku kalastonhoitomaksu), obowiązkowa dla łowiących na spinning w wieku od 18 do 69 lat. Kupuje się ją online na rządowej stronie w kilka minut, do wyboru wariant dobowy, tygodniowy albo roczny – na tygodniowy wyjazd wystarczy ten środkowy, kosztujący mniej więcej tyle, co obiad w restauracji. Poziom drugi: niektóre wody (zwłaszcza prywatne i specjalne łowiska) wymagają dodatkowo lokalnego pozwolenia, dokładnie jak szwedzki fiskekort.

Ciekawostka, która wielu zaskakuje: łowienie „na prostą wędkę” z poławiaczem oraz łowienie podlodowe mormyszką są w Finlandii tradycyjnie zwolnione z opłat w ramach tamtejszego prawa dostępu do natury. Spinning i trolling – czyli to, po co tam jedziemy – już opłaty wymagają. Na naszej wyprawie na jezioro Vuotjärvi przechodzimy z uczestnikami przez te formalności krok po kroku, więc nikt nie wypływa na wodę „na dziko”.

Norwegia: morze za darmo, rzeki i jeziora z pozwoleniem

Norwegia jest najprostsza z całej trójki, przynajmniej dla wędkarzy morskich: łowienie w morzu na wędkę jest bezpłatne i nie wymaga żadnej licencji. Dlatego wyprawa na wybrzeże Helgeland pod kątem formalności ogranicza się w zasadzie do spakowania walizki. Trzeba tylko pamiętać o przepisach wywozowych dotyczących filetów oraz o wymiarach ochronnych – norweskie służby traktują je śmiertelnie poważnie. Wody słodkie to inna bajka: tam pozwolenia lokalne obowiązują, podobnie jak w Szwecji.

Trzy zasady, żeby spać spokojnie

Po pierwsze: kupuj pozwolenie przed pierwszym rzutem, nie po. Kontrole na popularnych wodach się zdarzają, a tłumaczenie „właśnie miałem kupować” działa tam mniej więcej tak samo jak u nas. Po drugie: zrzut ekranu albo wydruk – nad dzikimi jeziorami zasięg bywa kapryśny, a pozwolenie w mailu, którego nie można otworzyć, to żadne pozwolenie. Po trzecie: przeczytaj zasady konkretnej wody, bo to one, a nie sama licencja, mówią najważniejsze rzeczy: ile ryb możesz zabrać, jakie wymiary obowiązują i których miejsc unikać. W opisach naszych ofert znajdziesz te przepisy wypisane dla każdego łowiska.

Nie chcesz się tym zajmować? Nie musisz

Formalności to najmniej przyjemna część wyprawy, dlatego u nas dostajesz je podane na tacy: mówimy dokładnie, co kupić, gdzie i za ile, a tam, gdzie się da, załatwiamy temat z gospodarzem bazy. Sprawdź nasze wyprawy wędkarskie albo po prostu napisz – powiemy Ci od ręki, jakie pozwolenia będą potrzebne na wodzie, o której myślisz. A skoro formalności masz z głowy, zostaje już tylko to, co najlepsze: pierwszy rzut o świcie.

Zainteresowany tą wyprawą?

Zadzwoń lub napisz — podpowiemy termin i skompletujemy wyjazd.